Uważaj na krążące Omnibusy! – Też Cię dopadły?

smutny-klaun

Dzisiaj będzie ważna przestroga! Jeżeli opiekujesz się dzieckiem lub w najbliższym czasie będziesz się opiekować koniecznie strzeż się przed Omnibusami!

Omnibusy są wszędzie – Strzeż się!

Dobrze się domyślasz o kogo chodzi. 😉 Pewnie nie raz słyszałaś już „złote rady” na temat wychowania dzieci. Oczywiście najlepiej słucha się rad od osób, które nie mają dzieci. Ale to przecież nie przeszkadza, bo oni wiedzą wszystko! Skąd? Patrzą na dzieci sąsiadów, kuzynów, rodzeństwa. Kilka razy przeczytali jakiś artykuł w gazecie, a nawet obejrzeli serię odcinków „Superniani” i to nie tylko polskiej edycji. Z takim arsenałem fachowej wiedzy i doświadczenia ruszają w swoją misję…

Takie osoby doskonale wskażą Ci gdzie popełniasz błędy, co powinnaś poprawić i czego jeszcze nauczyć. Nie wiem jak Tobie, ale mi takie „złote rady” czy może bardziej sugestie jednym uchem wpadają, a drugim wypadają.

Może ze mną jest coś nie tak? Może powinnam chłonąć tą bezcenną wiedzę?

Hmm… Wiesz co odróżnia wątpliwej maści Omnibusa od wartościowej praktycznej rady?

Podobno dialog z każdym jest możliwy

No właśnie! Jestem zdania, że rozmawiać i wymieniać poglądy można z każdym. Nawet jeśli druga strona wykazuje skrajnie odmienne przekonania. Jednak koniecznym warunkiem jest aby nie oceniać, krytykować i obrażać się wzajemnie.

Idąc dalej są osoby, które faktycznie chcą pomóc a nie krytykować! Które podejmując rozmowę, wymieniają się swoimi spostrzeżeniami, ale absolutnie w swoich wypowiedziach nie chcą Ci pokazać jak to Ty mało wiesz. Chodzi o persony, które podpowiadają, a nie krytykują. W takich przypadkach jak najbardziej warto posłuchać, podyskutować, a nawet niektóre dobre rady wcielić w życie.

Jeżeli ktoś tylko potrafi dużo mówić, krytykować i narzucać swoje zdanie to szkoda jego wysiłku i mojego czasu.

Jeżeli dopiero planujesz dziecko, albo jesteś w ciąży to z pewnością możesz już dzisiaj zacząć uczyć się cierpliwości i asertywności. Czasami dobre rady potrafią zwalić z nóg. Te ciążowe przesądy niektórzy nadal traktują poważnie. W przypadku gdy masz obok siebie maluszka to może tak jak ja usłyszałaś już kilka „złotych rad”. Może były właśnie takie jak moje? Podzielę się z Tobą 4 „radami” jakie ja usłyszałam na temat wychowania moich dzieci (i to nie raz!). Ja nie skorzystałam, a Ty co byś zrobiła?

„Złote rady” prosto od Omnibusa:

  1. Dopajaj dziecko wodą!

    Zarówno Wiktora jak i Arturka przez pierwsze 6 miesięcy karmiłam tylko piersią. Do 6 miesiąca życia mleko matki powinno stanowić jedyny posiłek w diecie maluszka. Nie ma potrzeby dopajania go niczym innym. Nawet wodą. I nawet w lecie. A słyszałam również o pomyśle dopajania wodą z glukozą! O zgrozo!

  2. Ma zimne rączki więc z pewnością za lekko go ubrałaś!

    Miejscem które mówi nam o tym czy dziecku jest zimno czy ciepło jest kark. Noworodki bardzo często mają zimne rączki i nóżki i nie jest to wcale związane z tym, że jest im zimno.
    Zwrócił Ci już ktoś uwagę dlaczego twoje dziecko nie ma na głowie czapeczki? 🙂 Przy Wiktorze mi się to nie zdarzyło, ale przy Arturku już dwa razy nakazano mi zakładać czapeczkę w środku lata, siedząc w cieniu przy bezwietrznej pogodzie.

  3. Jak trochę popłacze to nic mu nie będzie!

    Trochę czyli ile? – zapytałam. „Aż w końcu zaśnie” – usłyszałam w odpowiedzi. Hmm… z pewnością w końcu zaśnie, ale czy na pewno chcesz aby zasnęło własnie w ten sposób? Ja nie. Dlaczego? O tym więcej tutaj.

  4. Chodzik to świetny wynalazek uczący dzieci chodzić!

    Owszem wynalazek, ale taki co do którego mam dość stanowcze zdanie. Chętnie mogę porozmawiać w tym temacie, wymienić się spostrzeżeniami, ale na tym koniec. O tym dlaczego przeczytasz tutaj.

A teraz przerwa na wędrówki w pamięci…

Pamiętam jak zaszłam w pierwszą ciążę i usłyszałam „No to teraz się zacznie. Zobaczysz co to życie. Trzeba się będzie skupić tylko na dziecku i koniec”. Koniec, ale czego? miałam ochotę zapytać, ale ugryzłam się w język. Macierzyństwo przewraca życie do góry nogami. Owszem. Zresztą pisałam o tym ostatnio tutaj. Ale nie dajmy się zwariować. Na takie zdanie chciałoby się odpowiedzieć „Owszem, teraz dużo się zmieni i zacznie się… najpiękniejszy rozdział w moim życiu!”.

Macierzyństwo budzi wiele wątpliwości, w głowie rodzi się mnóstwo pytań. Komu je zadać? Mi najlepiej rozmawia się z osobami, które podobnie jak ja mają dzieci. Ludźmi, którzy chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami, ale mówią szczerze i otwarcie. Bardzo łatwo można wyczuć jak ktoś wszystko zalewa lukrem. Słyszysz tylko, że wszystko się układa, z dzieckiem nie ma żadnych problemów, a jak już coś faktycznie dolega to w 10 sekund mija. Tym szczęściarzom gratuluję i cieszę się razem z nimi, że mają takie zdolne i bezproblemowe dzieci.

Najlepszy rozmówca jest podobny do Ciebie?

Dobrze jest porozmawiać z kimś kto ma dziecko, które też miało kolkę, pleśniawki, ulewało itd. i otwarcie mówi Ci co pomogło, a co nie. Jakie metody okazały się skuteczne, a które kompletnie nie zadziałały. Fajnie jak ktoś chce się dzielić swoimi spostrzeżeniami i sposobami jak poradziło sobie w danej sytuacji. Ale szczerze. Wtedy jakoś tak lepiej się rozmawia i nawet wciela w życie pewne rady. Zawsze jednak warto mieć na uwadze, że każde dziecko jest inne, rozwija się inaczej i coś co pomogło jednemu dziecku może okazać się bezskuteczne u drugiego. Jednocześnie może również okazać się strzałem w 10. Ja sama na łamach bloga staram się z Tobą dzielić moim doświadczeniem i radami. Cieszę się jeżeli czasami mogę pomóc. Uważam jednak, że zawsze jeżeli chodzi o decyzje dotyczące Twojego dziecka to:

najlepszym przyjacielem jest Twój instynkt macierzyński.

Co do rad innych to pamiętaj, że to Ty ciągniesz za sznurki. Ci z lepszymi bądź gorszymi radami mogą podpowiadać, ale nigdy nie pozwól na to, aby to oni podejmowali ostateczną decyzję. To Twoje dziecko. I to do Ciebie wspólnie z partnerem należy ostatnie słowo. Zawsze. Bez względu na sytuacje…

Jest tak u Ciebie? To gratulacje!
A teraz czekam jaką złotą radę Ty dostałaś 🙂

Chcesz poznać więcej praktycznych rad doświadczonych mam?

Dzięki moim wpisom oraz komentarzom setek mam Twoje macierzyństwo będzie łatwiejsze! :-)

  • Wyślę Ci najnowsze artykuły + unikalne treści tylko dla czytelników newslettera

Najpewniej zainteresuje Cię też:

  • Jak mnie takie rady wkurzają…u mnie najnowsza z zeszłego tygodnia – w odpowiedzi na to, że mój 10mc Kakaludek nadal na piersi: „ale wiesz, że on dzięki temu nie będzie nieśmiertelny?” – strasznie to było lekceważące i bezczelne w moim odczuciu

    • No to ktoś chyba ewidentnie Ci zazdrości, że tak długo karmisz. Tekst kompletnie nie na miejscu. A Ty oczywiście rób swoje 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • O tak. Było kiedyś tego. Ale hitem był tekst. Jest Adam, teraz pora na Ewę! Nosz kurka! A potem czapeczki, woda, nie nos tyle. itd

    • Ooo z tą dziewczynką to też zaraz po urodzeniu drugiego synka usłyszałam „No to teraz trzecia dziewczynka musi być” 🙂

  • Po mnie zawsze takie złote rady spływają, bo aż do przesady wszystko robię po swojemu 😉

  • Te złote rady są najlepsze. Prawda jest taka, że to rodzice powinni decydować o tym co dla dziecka jest najlepsze. A narzucanie swojej metody jest bardzo nie na miejscu. Bo w ten sposób rodzic czuje się nie pownie „może faktycznie jestem beznadziejny i nic nie umiem” i zanika instynkt. Ja latałam z 3 tygodniowym noworodkiem (w czerwcu) bez skarpet, w pampersie, koszulce i bez czapki, słyszałam mnóstwo komentarzy. I co się stało? Nic, dalej robiłam swoje, a dziecko było zadowolone i zdrowe. Co nie oznacza, że inni muszą tak robić. U mnie to po prostu działa. Córka od maleńkiego spała w wózku zimą na dworze po 3-4 godziny, nie zamarzła jakby ktoś pytał i nigdy nie miała problemów z chorobami. Ale to co u mnie działa, nie musi działać u innych. Ze złotych rad jeszcze słyszałam, żeby małemu 2 miesięcznemu berbeciowi zrobić wodę z miodem do picia, cóż za bzdura! Dzieciom do roku czasu nie wolno dawać miodu ze względu na obecność niewielkich ilości jadu kiełbasianego, zdarzały się tragiczne przypadki. Oczywiście też byłam wyrodną matką, która nie dopajała dziecka i o zgrozo, która nie karmiła na zawołanie, a co 2 i pół – 3 godziny, przecież nie każdy płacz od razu sygnalizuje głód. Czasami wystarczy odrobina czułości i bliskości i dziecko przestaje płakać.I szlag mnie trafia jak ktoś mi każe zamykać w domu wszystkie okna, bo jest przeciąg, niezależnie od temperatury. Na szczęście od samego początku już po urodzeniu pierwszego dziecka byłam bardzo stanowcza i krążące omnibusy szybko odpuściły. Jak mam jakiś problem i szukam porady, to potrafię przecież sama zapytać. Instynkt i znajomość naszego dziecka są na tyle skuteczne, że rady typu – płacze, bo jest głodne, to sama wiesz, gdzie można wsadzić. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę jak najmniej narzucających metod wychowania, a wiele radości z macierzyństwa.
    PS. Owszem, życie przewraca się do góry nogami, ale to wcale nie oznacza, że mamy z siebie rezygnować. Dalej warto pielęgnować znajomości, rozwijać się, mieć hobby, uprawiać sport czy zwyczajnie poleniuchować.

    • I chciałoby się napisać Amen 🙂 Dzięki Kochana za tak długi i wyczerpujący temat komentarz :*

      • A proszę. Jak mnie temat interesuje i ciekawi, to czasem tak mam 🙂