Konkurs: zdobądź sterylizator i butelki

Okres świąteczny w pełni. Uwielbiam ten czas! Uwielbiam grudzień! Mikołajki, śnieg, lepienie bałwana, zabawy na śniegu, obdarowywanie się prezentami, moje ulubione Święta i nie tylko… Ale dzisiaj mam coś dla Ciebie – GRUDNIOWY KONKURS z Canpol babies.

Do zdobycia:

Sterylizator parowy i butelki "Little Cutie"

Sterylizator parowy i butelki „Little Cutie” Canpol babies

Zasady Konkursu:

  1. Konkurs kierowany jest dla:
    a) stałych czytelników bloga SmakiMacierzynstwa.pl – jesteś nim kiedy subskrybujesz co najmniej nasze powiadomienia o nowych konkursach

    Kliknij tutaj aby dostać powiadomienie o nowych konkursach na blogu

    Dam Ci znać o nowych konkursach! Chcesz?

    Wystarczy, że podasz swój e-mail

    oraz imię

    Wybierz listę(y):


    b) lub fanów SmakiMacierzynstwa i Canpol babies na Facebook’u.
    Jeżeli jeszcze nim nie jesteś to możesz to nadrobić tu:

  2. Dodatkowo jeżeli uważasz, że konkurs jest warty polecenia to miło nam będzie jak udostępnisz go na swojej tablicy. Możesz też zaprosić znajomych do zabawy (nie jest to jednak warunek konieczny).
    Możesz to zrobić tutaj:

  3. Zadanie konkursowe

    Opisz/pokaż (fotografia, rysunek) swoją ulubioną zimową zabawę z dzieciństwa, którą zechcesz zarazić swoje dziecko.

  4. Zgłoszenia można dodawać na blogu pod tym wpisem lub pod wpisem na Facebooku na profilu Smaki Macierzyństwa.

Konkurs trwa od 08-12-2016 do 16-12-2016

Regulamin:

  1. Sponsorem konkursu jest Canpol babies, a organizatorem blog SmakiMacierzynstwa.pl
  2. Nagrodą w konkursie jest zestaw Sterylizator parowy i dwie butelki „Little Cutie”. Konkurs wygrywa 1 osoba.
  3. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w ciągu 3 dni od zakończenia konkursu w tym wpisie.
  4. Po ogłoszeniu zwycięzcy zobligowany on jest do przesłania danych adresowych do wysyłki nagrody na adres ania@smakimacierzynstwa.pl w terminie 3 dni.
  5. W przypadku nieprzekazania danych adresowych przez zwycięzcę ww. terminie traci on prawo do nagrody i zostanie ogłoszony kolejny zwycięzca.
  6. Uczestnik konkursu wyraża zgodę na przetwarzanie przez Organizatora oraz firmę Canpol I Sp. z o.o. SKA ich danych osobowych na potrzeby organizacji konkursu i wysyłki nagród. Dane uzyskane w związku z organizacją konkursu będą wykorzystywane zgodnie z Ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (Dz.U.2002.101.926 ze zm.)

POWODZENIA!


(update 19-12-2016) WYNIKI KONKURSU:

Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie zarówno tym osobom, które walczyły o nagrodę na blogu jak i tym, które swoje odpowiedzi zamieściły na Facebooku. Po przeanalizowaniu wszystkich odpowiedzi wygrywa:

  1. Agata Pęksyk (zgłoszenie na Blogu)

GRATULUJĘ!

Proszę o przesłanie danych do wysyłki na adres ania@smakimacierzynstwa.pl zaznaczając w tytule „Konkurs – sterylizator Canpol babies” do dnia 22.12.2016. Jeżeli do tego dnia nie otrzymam informacji wybiorę kolejnego zwycięzcę.

Chcesz poznać więcej praktycznych rad doświadczonych mam?

Dzięki moim wpisom oraz komentarzom setek mam Twoje macierzyństwo będzie łatwiejsze! :-)

  • Wyślę Ci najnowsze artykuły + unikalne treści tylko dla czytelników newslettera

Najpewniej zainteresuje Cię też:

  • Agata Pęksyk

    SUPER 🙂 ale się cieszę – idealny prezent na Święta. Będzie czekał aż moja mała Ada będzie już z nami 🙂 Dzięuję bardzo 🙂
    Ps. dane adresowe już wysłałam 🙂

  • Mamajulki

    Najwspanialsza zabawa jaką pamiętam z dzieciństwa była zabawa w ZOO. Gdy tylko spadł śnieg biegłam na dwór, lepiłam różnej wielkości śnieżki, łączyłam je ze sobą i powstawały z nich różne zwierzęta.: pies, kot, krówka, tygrys, gąsiennica, itd. Robiłam też wielkie śniegowe serce, które potem malowałam czerwoną farbą, ozdabiałam zebranymi jesienią: suszonymi kwiatami, żołędziami, kasztanami i robiłam na nim napis „Dla mamy”.Później wołałam domowników i urządzałam im spacer po „Moim ZOO”. Na koniec spaceru, każdy oglądał, serce wykonane dla mamy. Po dziś dzień pamiętam to wzruszenie w oczach mojej mamy i ten uśmiech pełen radości.To najpiękniejsza zabawa zimowa mojego dzieciństwa, którą pragnę zarazić moją córeczkę. Po dziś dzień robię to zimowe serce dla mojej mamy i pomimo upływu lat jej reakcja jest zawsze ta sama. Czasem nawet mając 30 na karku można cofnąc się do lat dzieciństwa i znów być tak szczęśliwą osobą jak wtedy.

  • Grażyna

    Najlepszą, najpiękniejszą, najfajniejszą i najlepiej wspominaną zabawą kiedy za oknem jest biało jest po prostu czas spędzony wspólnie całą rodziną. Wspólne wygłupy w śniegu, jazda na sankach, lepienie bałwana, wyjazd w góry na narty, spacery i podziwianie krajobrazu zimowego. To jest piękne i o tym się pamięta!

  • Saszka Kołodziej

    Chętnie wspominam ferie z mojego dzieciństwa, gdy nigdy nie wracałam do domu czysta. Z górki na pupie prosto w błoto zjeżdżałam, śnieżkami z innymi dziećmi się rzucałam. Sanki robiliśmy sobie z kolorowych gazet, a zamek ze śniegu pomagał zbudować nam dziadek. Śniegu nigdy nam nie brakowało, na dobrej zabawie tylko nam zależało. Samym śniegiem bawić się potrafiliśmy, dodatkowych zabawek do tego nie potrzebowaliśmy. Swojego synka miłością do śniegu chcę zarazić, aby zimą zawsze miał w co się bawić 🙂

  • Ola młoda mama

    Gdy ją byłam dzieckiem to zima była mroźna i śniegowa.. zaspy były takie wielkie że sięgały nam co najmniej do pasa.. to właśnie w takim śniegu razem z rodzeństwem najlepiej się bawiłam.. na równo zasypanej śniegiem łące kopalismy drugie i kręte korytarze które ciągnęły się i ciągnęły.. gdy już nie było widać światła to robiło się wyjście.. gdy tunele były skończone bawiliśmy się w chowanego pod śniegiem.. zabawa była świetna a my wystający z dziur które były wyjściami wygladalismy jak swistaki czy surykatki wystające że swoich nor… Nigdy nie zapomnę tych chwil gdy siedziałam w tym śniegu i wcale nie chciałam wracać do domu i nigdy nie było mi zimno chociaż śnieg miałam wszędzie..

  • Mama Amelki – Lidia

    Najpiękniejsza grudniowa, śniegowa zabawa to zabawa na śniegu w Święta Bożego Narodzenia. Rzucanie się śnieżkami, lepienie bałwana, jazda na sankach, jabłuszku, na nartach wspólne spacery. Te wszystkie zabawy spędzone razem, rodzinnie. Zawsze w Święta był ten czas kiedy wspólnie z bratem i rodzicami mogliśmy to wszystko robić razem. To był piękny czas, który wspominam z wielkim wzruszeniem. Mimo, że moja córeczka Amelka ma dopiero 7 miesięcy to obiecaliśmy sobie z mężem, że też zawsze w Święta będziemy to wszystko robić razem z naszą córeczką.

  • Ewelina R.

    Zima jest najpiekniejszą porą roku. A dzieki temu, że jest śnieg można spędzać całe dnie na dworze świetnie się bawiąc. Wychowywałam się ba wsi więc dzieciństwo naprawde miałam piękne. W soboty wolne od szkoły jadłam szybko śniadanie i o 9 biorąc w kieszeń pajdę chleba, na przyslowiowe później szłam bawić się. Mieliśmy na wsi taką wielką górkę, a żeby było jeszcze fajniej to polewaliśmy ją wodą na noc i było super ślisko. Braliśmy kawałek foliowego worka na którym siadaliśmy i zjeżdzaliśmy. Nie potrzebne nam były sanki. Starszaki z tej górki zjezdzali na łopatach, słóżacych do odśnieżania. Z boku usypaliśmy sobie górkę, która była taką” ala skocznią” z której zjezdzaliśmy na workach tym razem wypchanych słomą i sianem, by lądowanie nie okazało się zbyt twarde. Bawiliśmy się w podchody, organizowaliśmy bitwy na śnieżki. Najpiękniejsze zabawy, którymi bardzo bym chciała zarazić córeczke to zabawa w tor przeszkód. Na polu lepilismu ogromne kule lub po prostu kilka bałwanów i stawialiśmy dwie horągiewki- na początku i końcu toru. Pokonywaliśmy go na czas. Kto wygrał był mistrzem. Kolejną zabawą, którą kochałam było budowanie iglo. Wspólnymi siłami budowqliśmy iglo dla bezapńskich psów. A teraz gdy jestem mamą chciałabym pokazać mojej córeczce jak ja kiedys bawiłam sie z moją mama. To był najpiękniejszy czas mojego życia. Uwielbiałam gdy lepiłyśmy bałwana, gdy robiłyśmy razem aniołki na śniegu i mierzyłyśmy głębokość zasp. Jedna szczególna zabawa utkwiła mi w pamięci- nazwałyśmy ją ziarnolandia. Mama przynosiła sporą miskę zboża i z ziarenek zboża robiłyśmy na śniegu szkic miasta. Byly domy, sklepy, samochody. A potem gdy skończylysmy szłyśmy do domu patrzeć jak wróbelki „panoszą” się w naszym miasteczku. Nawet nie zdawałam sobie wtedy sprawy jak tą zabawą pomagałyśmy tym biednym ptakom. Robiłyśmy również zimowe ozdoby drzew, które potem stanowiły pokarm dla ptaków. To był cudowny czas. Chcę, by teraz moja córeczka polknęła „bakcyla” i byśmy mogły spędzac czas tak wspaniale jak ja kiedys. Myślę, że będzie kiedys tak samo wspaniale wspominac ten czas tak jak ja teraz.

  • mKarina

    A ja nauczę mojego synka robić najpiękniejszego i największego bałwana w okolicy. Takiego prawdziwego z nosem z marchewki z guzikami, z odwróconym garnkiem na głowie i kijem w ręku. Jak tylko trochę podrośnie stanie się to naszą coroczną tradycją – wspólne, rodzinne lepienie bałwana cała rodziną i mam nadzieję, że później nauczy on tego swoje dzieci, a ja jako babcia będę pomagała 🙂

  • Sylwia_K.

    Ulubiona zabawa to oczywiście robienie orzełków na śniegu! Oczywiście najpierw trzeba było znaleźć odpowiednie miejsce najlepiej z jak największą warstwą śniegu. A później już tylko radość i jak najdłuższe leżenie w śniegu. Cała mokra, ale szczęśliwa po takiej zabawie wracałam do domu. Napewno będę robiła takie orzełki ze swoją 4letnią córką już w tym roku!

  • Pamietam jeszcze, że to bardzo przydatny sprzęt 🙂

  • Mama Kasiaa

    Nie będę oryginalna, ale zabawa, którą uwielbiałam jak tylko przez okno zobaczyłam, że jest biało to popularna zabawa na śnieżki. Zawsze bawiło się w nią dużo dzieci, moi bracia, koledzy i koleżanki. Robiliśmy bitwy i zawsze do domu wracaliśmy wymęczeni i cały mokrzy. W końcu dzieckiem jest się tylko przez pewien okres czasu, ale z pewnością zamienię się w dziecko jak moje córki trochę podrosną i będę mogła wspólnie z nimi stoczyć małą bitwę. Pozdrawiam grudniowo 🙂

  • Agata Pęksyk

    Wychowałam się na wsi, i na nic tego bym nie zamieniła. Zima była dla nas rajem. Całe dnie spędzaliśmy na dworze wymyślając przeróżne zabawy. Najbardziej lubiłam budowani śnieżnych fortec potrzebnych do bitwy na śnieżynki. Wiecznie mokrzy ale za to szczęśliwi. Podwórka zawsze były obstawione bałwanami, z racji że od dziecka kocham psy to moje bałwany były w kształcie właśnie piesków- byłam wtedy przeszczęśliwa razem z moim wiernym towarzyszem. Zimowe spacery po lesie z rodzicami dawały mi dużo radości. Teraz spaceruje z moimi psami.
    Zapach smażonej kiełbaski z ogniska przy którym każdy się grzał po kuligu.
    Tak to było szczęśliwe dzieciństwo. Dlatego bardzo chce aby moja córeczka miała takie wspomnienia jak ja. Żeby była szczęśliwa. Żeby tak samo pokochała zwierzęta jak ja i cieszyła się z wspólnego spędzania czasu z nimi. Tak właśnie tej miłości i empatii ją nauczę.

  • Anna

    https://uploads.disquscdn.com/images/a9c0b5e61da1b0313f2eab86f7391b6dacd52d35084235a0dd7ff874b82d3c87.jpg

    Pamiętam jak w dzieciństwie Mama mnie i Siostrę zabierała na sanki, co weekend miałyśmy taki „babski wypad”   Często też wychodziłyśmy na dwór, żeby ulepić bałwana, cała zabawa kończyła się wojną na śnieżki – NIGDY nie było nam zimno   Wspaniałe wspomnienia   Gdy już trochę podrosłam znalazłam swojego czworonożnego Kompana do zimowych szaleństw   Na pewno spróbuję zarazić mojego synka tak samo pozytywną energią, jak zrobiła to moja Mama 🙂

  • Konkurs jakby dla mnie… 🙂 ale pospieszyłam się, bo już mam

    • O widzisz 🙂 ale przyznam Ci się, że ja też kompletowałam dużo, dużo rzeczy przed czasem 🙂
      Dużo zdrówka dla Was :*

      • No jednak trudno się powstrzymać 🙂 Ale trzymamy kciuki za innych – niech korzystają!

  • Zuza Bielecka

    Mam to szczęście, że w dzieciństwie mnóstwo czasu spędzałam z rodzicami na naszej mazurskiej działce. Nie tylko latem, zimą również, choć warunki w typowo letniskowym domku nie były o tej porze roku luksusowe. Najważniejszy i bezcenny był kontakt z naturą i możliwość spędzania czasu na świeżym powietrzu. Cudowna alternatywa dla warszawskich betonów. Aż prosiło się żeby maksymalnie wykorzystać okoliczny las, pagórki i jezioro. Pagórki były idealne do zjeżdżania na sankach i na śmiesznych, plastikowych nartkach, przywiązywanych do butów. Jezioro było idealne do jazdy na łyżwach, oczywiście tylko przy bardzo dużym mrozie i jedynie przy samym brzegu, w trosce o bezpieczeństwo. Ale największy sentyment mam do aktywności, która w tamtych czasach nie była tak popularna jak obecnie. Razem z moim Tatą przemierzałam bezkres mazurskich lasów na nartach biegowych. To kształtowało nie tylko kondycję, ale i charakter. Zupełnie niespodziewanie dla kilkuletniej dziewczynki było to atrakcyjne. Bez tabletu, smartfona czy konsoli. Po prostu przebieżka z Ojczulkiem po lesie. Dziś po blisko 30 latach robimy to nadal! Niedawno sama zostałam mamą i nie mam wątpliwości, że moja córeczka też będzie kochała nasze magiczne Mazury odwzajemnioną miłością. Pierwsza konfrontacja już w najbliższe Święta. A malutkie biegówki kupimy, w swoim czasie 🙂

  • Jadwiga Kaźmierska

    Na pewno zarażę swoje dziecko budową murków obronnych ze śniegu i wojną na śnieżki. Pamiętam jak z siostrami budowałyśmy takie murki naprzeciw siebie (oczywiście jak to dziewczyny robiłyśmy je bardzo szczegółowo i czasem obok murku rzeźbiło się jakiegoś psa obronnego albo potwora) i po ukończonej budowie…zazwyczaj na następny dzień była wojna na śnieżki 🙂 i wracałyśmy do domu zupełnie mokre 🙂 mina mamy była bezcenna jak musiała nas wszystkie cztery suszyć 🙂 Co najlepsze…po takiej wojnie nigdy nie było nam zimno a za to bardzo dobrze się spało 🙂 więc chociaż mama nie miała problemu z usypianiem naszej czwórki 🙂